Mapa serwisu Dodaj do ulubionych Facebook Twitter YouTube

Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni       
Czyjaś twarz zapomniana twarz
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz zapamiętana
Mijają dni ludzie natury
Wciąż nowych masz przyjaciół starych przykrył kurz
Dziewczyny ciągle piękne lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień najgorętszych z dni
Zapal świeczkę za tych których zabrał los
Zapal świeczkę w oknie
Zapal świeczkę za tych których zabrał los
Światło w oknie
Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła
I tylko ty masz tą niezwykłą moc
By zatrzymać ich by dać wieczność im
Pomyśl choć przez chwilę podaruj uśmiech swój
Tym których napotkałeś na jawie i wśród snów
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się twym ciepłem zapomni o kłopotach
Zapal świeczkę za tych których zabrał los
Zapal świeczkę w oknie
Zapal świeczkę za tych których zabrał los
Światło w oknie
        /Dżem - „Zapal świeczkę”/
Trudno to wspominać, a jeszcze trudniej o tym pisać. Powiem, że wahałem się czy umieszczać to na stronie, ale czynię to z potrzeby serca i, a może przede wszystkim, aby upamiętnić jedno młode życie, które tak niespodziewanie się skończyło.
27 września 2008 roku na cmentarzu w Malborku odbyły się uroczystości pogrzebowe mata pchor. Adama Barancewicza. W tym dniu śp. Adaś zgromadził wokół siebie trzy rodziny: pierwsza to Rodzice, brat, siostra, babcie, pozostali krewni, druga to koledzy z liceum, a trzecia, chyba ta największa, to II, III i IV kurs podchorążych, Komenda, wykładowcy i pracownicy cywilni naszej Akademii – marynarska rodzina.
  
Zgromadził nas na tej uroczystości smutek i żal. Tym większy smutek i tym większy żal, bo może dopiero ta śmierć uświadomiła nam jak wiele nie zostało powiedziane.  Bo oto żegnaliśmy kogoś, kto - po ludzku sądząc - mógł jeszcze cieszyć się życiem. Przyszliśmy, aby towarzyszyć śp. Adasiowi w tej ostatniej drodze, w tym ostatnim „rejsie” do niebieskiego portu. Nie ważne, czy stanęliśmy wtedy na malborskim cmentarzu z rozkazu, obowiązku, czy potrzeby serca? Ważne jest to, że przyszliśmy „zapalić świeczkę za tego, którego zabrał los”, że przyszliśmy pożegnać Przyjaciela, Kolegę, jednego z nas – marynarza, a może po to, aby  zatrzymać się, niezależnie od tego jak bardzo się śpieszymy i gdzie się spieszymy – i wreszcie pomyśleć o sobie, a może bardziej o własnej przemijalności?
                    
Zasmuca nas fakt śmierci, zwłaszcza bliskiej nam osoby. Wyciska łzy z oczu, bo przywołuje na pamięć chwile spędzone razem, chwile dobre i złe, chwile, które minęły, a które już nie powrócą.  I choć początek XXI w. to czas, w którym wydawać się może, że człowiek potrafi wszystko,  to jednak nie umie nadal powstrzymać nadchodzącej nieuchronnie śmierci, nie umie też często właściwie się do niej przygotować. Czasem nie zdąży, czasem nie potrafi, czasem po prostu nie chce. Dzień ten bowiem, jak mówił Jezus, przychodzi niepostrzeżenie jak złodziej. Na nic zda się gromadzenie skarbów tu na ziemi, jeśli przed Panem Bogiem mielibyśmy stanąć z rękami pustymi,   lub co gorsze jeszcze, pełnymi zła? Dlatego, moi Drodzy, Bóg daje szansę, chce, aby człowiek do Niego powracał. Stąd czasem na drodze ludzkiego życia staje szczególny znak - cierpienie, które może być krzyżem, prowadzącym do wiecznej chwały.
                     
„Umarli otwierają oczy żywym” – jak mówi przysłowie. Czy i nam otworzą skutecznie? Wszystko, czym ludzie są i co posiadają, o czym marzyli i czego pragnęli, przekreśla nielitościwa ręka śmierci. 
Garść prochu – oto człowiek, trochę radości i cierpienia – oto życie. Pytamy więc, po co nam to życie, to uciążliwe pielgrzymowanie ku śmierci?
Chcąc tak po ludzku na to pytanie odpowiedzieć: a choćby po to, aby miał mnie kto w tym życiu kochać, choćby po to, by miał kto po mnie płakać, choćby po to, aby miał mi kto świeczkę i modlitwę na grobie „postawić”, a choćby po to, aby przeżyć to życie godnie – na miarę swojego człowieczeństwa.
Przecież tak naprawdę nie jest ważne jaki pomnik wystawimy – czy będzie to kopiec z ziemi czy marmurowy obelisk, bo jeden i drugi prędzej czy później naruszy ząb czasu. Ważny jest ten pomnik, który budujemy przez całe swoje życie w sercach ludzi, bo póki pamięć o nas w nich będzie żyła, my będziemy żyli dzięki nim.
Może i my nad grobem usłyszymy słowa gen. Georga Pattona przytoczone na pogrzebie śp. Adasia przez pchor. Krzysztofa Dyrcza: „Głupotą i błędem jest opłakiwanie poległych. Powinniśmy raczej dziękować Bogu za to, że tacy ludzie żyli”.

Odpowiedź na to pytanie, jako ludzie wiary, znajdujemy przy grobie Łazarza. Ku pokrzepieniu serc opłakujących śmierć człowieka, ku pociesze każdego człowieka w obliczu śmierci, Jezus wypowiedział ważne słowa nadziei  i zapewnienia: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie.  Kto wierzy   we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie”. Tylko czy my tak naprawdę i do końca w to wierzymy?

Kończąc chcę przytoczyć słowa Rektora-Komendanta wypowiedziane na malborskim cmentarzu: „…Adamie, spokojnej wachty”.
Ile razem dróg przebytych
ile ścieżek przedeptanych     
ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami
ile listków, ile rozstań
ciężkich godzin w miastach wielu
i znów upór, żeby powstać
i znów iść i dojść do celu
ile w trudzie nieustannym                            
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
ile chlebów rozkrajanych
pocałunków? schodków? książek?
oczy twe jak piękne świece
a w sercu źródło promienia
więc ja chciałbym twoje serce ADAMIE
ocalić od zapomnienia
           /Marek Grechuta – „Ocalić od zapomnienia"/

 
drukuj
Wszelkie prawa zastrzeżone 2020 Akademia Marynarki Wojennej, Wykonanie: IQ.pl